Biblioteczka

Polecamy książkę! 

 

 

„Zajęcia dydaktyczno-wyrównawcze dla dzieci, które rozpoczynają naukę w szkole”.

Autorstwa prof. Edyty Gruszczyk-Kolczyńskiej i Ewy Zielińskiej 

Książka Zajęcia dydaktyczno-wyrównawcze dla dzieci, które rozpoczynają naukę w szkole to kompendium wiedzy na temat wyrównywania szans edukacyjnych dzieci rozpoczynających naukę w szkole.

Książka przeznaczona jest dla nauczycieli i rodziców, którzy chcą zapewnić dziecku lepsze szanse edukacyjne. Jest to źródło wiedzy przydatnej do prowadzenia zajęć dydaktyczno-wyrównawczych z dziećmi, które nie osiągnęły jeszcze pełnej gotowości do podjęcia nauki w klasie pierwszej.

Pozycja ma charakter przystępnie napisanego podręcznika. Zawiera psychologiczne i pedagogiczne podstawy oraz zabawy i sytuacje zadaniowe sprzyjające intensywnemu wspomaganiu rozwoju umysłowemu. Prezentowane zajęcia z dziećmi opracowane są tak, aby można je realizować w domu, w przedszkolu, a także w szkole.


 

 

 

Gdy nasze dzieci kłócą się z innymi

Z Małgorzatą Rymaszewską, psycholożką i psychoterapeutką, rozmawia Ewa Pągowska

 

 

Kiedy spotykamy się z zaprzyjaźnionymi rodzinami, nieraz dochodzi do kłótni między maluchami. To jedna z bardziej niezręcznych sytuacji dla nas, rodziców.

 

 

Czy kiedy przyjmujemy znajomych z dziećmi u siebie, albo jesteśmy u nich z wizytą, powinniśmy przez cały czas być obecni przy zabawie naszych malców?

Skąd ten pomysł? Dzieci mogą zająć się sobą, a dorośli sobą. Maluchom swobodna zabawa zwykle dostarcza więcej radości, niż nadzorowana przez rodziców. Oczywiście zakładam, że miejsce, w którym mają przebywać dzieci, zostało tak urządzone, że nie grozi im niebezpieczeństwo - nie spadnie na nie żadna szafa, ani półka.

Ale przecież dzieci kłócą się, popychają, wyrywają sobie zabawki...

To nie powód, by cały czas kontrolować dzieci. Nieustannie pilnując maluchów i drżąc o ich bezpieczeństwo, w pewnym sensie wyrządzamy im krzywdę. W ten sposób przekazujemy bowiem informację, że świat jest niebezpieczny i pełen wrogów lub że one same nie zasługują na nasze zaufanie. Zaszczepiamy w nich lęk. Lepiej, dopóki nasze dziecko chce się bawić z dzieckiem znajomych, uznać, że wszystko jest w porządku i nie ingerować w zabawę.
Co więc robić, gdy z dziecięcego pokoju zaczynają dochodzić odgłosy kłótni?

Nic. Już prędzej zajrzałabym tam, gdyby zaległa cisza, bo to może oznaczać, że dzieci wpadły na jakiś niezbyt bezpieczny pomysł i np. obcinają sobie włosy nożyczkami do papieru. Jeśli słychać jedynie sprzeczkę, ale nikt nie płacze ani nie biegnie do nas na skargę, nie interweniujmy. Pozwólmy samym dzieciom znaleźć wyjście z sytuacji. Jeśli będziemy rozwiązywać każdy konflikt, to zawsze będą zabiegały o nasze wstawiennictwo. Kilkulatek przyzwyczajony do tego, że jak się tylko skrzywi, to rodzice wezmą go w obronę, może się nawet posunąć do tego, że sam się uszczypnie i zawoła: "mamo, on mnie uszczypnął" - żeby tylko postawić na swoim.

A jak postąpić, jeśli dzieci przyjdą do nas na skargę?

Zacznijmy od założenia, że całej prawdy i tak nie poznamy. Nawet jeśli wydaje nam się oczywiste, że wina leży po stronie dziecka przyjaciółki, a dowodem ma być guz na czole naszego malca, powstrzymajmy się od ferowania wyroków. Ten, kto uderzył, mógł zostać sprowokowany. Oczywiście agresja nie jest sposobem na rozwiązywanie konfliktów i dzieci muszą tę informację od nas usłyszeć. Chodzi mi jednak o to, by nie mówić "ty jesteś winny, a ty niewinny". Lepiej obojgu powiedzieć: "jeśli będziecie się bić, to nie będziecie się razem bawić". Można nawet na kilka minut rozdzielić dzieci. Trzeba także dopuścić, że czasem jedno może drugiemu sprawić ból niechcący. Bywa, że ma nawet bardzo dobre intencje, bo na przykład chce to drugie przytulić, ale zrobi to za mocno i tamto zacznie płakać. Wtedy po powrocie do domu warto razem z malcem wszystko przeanalizować. Zapytać np.: "po co przytulamy?" Jeśli dziecko odpowie: "żeby było przyjemnie", zadajemy kolejne pytanie: "a czy jak się tak mocno kogoś ściśnie, to jest mu przyjemnie?"... I tak drążymy temat do momentu, kiedy dziecko samo dojdzie do wniosku, jak przytulać, żeby to było miłe. Takie naprowadzanie dzieci na rozwiązanie problemu metodą zadawania pytań, jest dużo lepsze, niż dawanie gotowych wskazówek.

Co robić, gdy dzieci bardzo różnią się temperamentem? Nasze jest powolne, a to drugie pełne energii?

Jeśli synek znajomych nie jest agresywny, tylko przyzwyczajony do zabaw, w których siła i sprawność gra decydującą rolę, wtedy warto z nim porozmawiać. Można mu zaproponować, by zaopiekował się naszym malcem i np. pouczył go ciosów karate. Wcześniej trzeba z nim jednak omówić, jak ma to robić, by nie wyrządzić krzywdy. Przewagę silniejszego można więc potraktować jako atut i pomóc mu ją dobrze wykorzystać.

A jeśli chłopiec jest agresywny i celowo robi krzywdę?

Jeśli nie wyrabiamy sobie opinii o nim na podstawie jednego incydentu, tylko kilku spotkań, w czasie których naumyślnie spycha nasze dziecko z krzesła, bije, albo grozi (na własne uszy słyszałam, jak pewien chłopiec powiedział do drugiego: "wepcham ci do buzi szkło, żebyś wymiotował krwią, a potem cię zabiję"), radziłabym unikać spotkań z nim. Nie zapraszać do siebie i nie chodzić do niego.

Bywa, że to nasze jest uznawane za agresora. Co wtedy?

Jeśli rzeczywiście nasze dziecko zachowuje się niegrzecznie, trzeba z nim porozmawiać i postawić sprawę jasno: "jeśli będziesz bić inne dzieci albo niszczyć im zabawki, to nie pozwolę ci się z nimi bawić". Warto też razem z nim się zastanowić, z czego bierze się jego niewłaściwe zachowanie i co można zrobić, by je zmienić.

A jeśli uważamy, że zarzuty np. naszej sąsiadki są bezpodstawne?

Przede wszystkim kiedy ktoś zaczyna krytykować nasze dziecko - a nie jedynie zwracać mu uwagę - można mu przerwać i spokojnie powiedzieć "wiesz, wolałabym sama to załatwić". Na osobności natomiast można mu zaproponować, by spotykać się bez dzieci, bo zabawa wyraźnie się nie klei. Jeśli oskarżenia były rzeczywiście przesadzone, to sąsiadka kierowała je zapewne też pod adresem innych dzieci i w gruncie rzeczy uważa, że nie ma dla jej malca odpowiedniego towarzystwa. Być może po pewnym czasie uświadomi sobie, że swymi uwagami może skazać dziecko na samotność i będzie chciała załagodzić sytuację. Warto wtedy dać im kolejną szansę.

Czy w ogóle mamy prawo zwracać uwagę cudzemu dziecku?

Moim zdaniem tylko wtedy, gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo. W innych sytuacjach lepiej się od uwag powstrzymać. A już na pewno od oceniania dziecka, mówienia: jesteś zły, niedobry, niegrzeczny itd. Zresztą takich słów żadne dziecko od nikogo nie powinno słyszeć. Można natomiast zwrócić uwagę małemu gościowi, który łamie zasady panujące w naszym domu. Trzeba mu wyjaśnić, że np. u nas nie wchodzi się z butami na kanapę, czy nie maluje po ścianach. Dobrze, by dziecko miało okazje się nauczyć, że w różnych miejscach panują różne zasady i trzeba się do nich dostosować. Nie zasady lepsze czy gorsze, tylko inne.

A jeśli dziecko znajomych zachowuje się, naszym zdaniem, karygodnie: przeklina albo kopie rodziców? Możemy zwrócić mu uwagę?

Raczej nie. Możemy jedynie porozmawiać z naszym, żeby nie naśladowało kolegi. Nie radziłabym też robić uwag rodzicom. Wyjątkiem jest sytuacja, kiedy zagrożone jest bezpieczeństwo dziecka, np. widzimy, że koleżanka nie pilnuje swojego malca, kiedy ten bawi się nad stawem. Wtedy możemy podzielić się z nią naszym niepokojem. Trzeba jednak zrobić to taktownie. Niedopuszczalne jest krytykowanie rodziców przy ich dzieciach.
To się jednak zdarza, nawet często. Można np. usłyszeć: "nie pozwalasz mu pić coca-coli? To chyba przesada" albo: "już dawno powinnaś ją nauczyć jeździć na rowerze". Jak na to reagować?

Jeśli uwagi są sporadyczne, ucinać je i nie wracać do sprawy. Jeśli pojawiają się często, poprosić koleżankę, by ich nie robiła. Co do jedzenia, warto pamiętać, że to rodzice ustalają, co dziecko może jeść i ich decyzja jest niepodważalna. Zanim więc poczęstujemy kilkulatka jakimś smakołykiem, dobrze jest zapytać jego mamę o zgodę. A jeśli chodzi o porównywanie dzieci, ich umiejętności i stopnia rozwoju, to nie musi ono być szkodliwe, ale wnioski lepiej zachować dla siebie.

Przecież mówi się żeby dzieci nie porównywać.

Wszystko zależy od tego, czemu te porównania mają służyć. Jeśli nasz dwulatek nic nie mówi, to obserwacja jego rówieśników zmobilizuje nas do wizyty u specjalisty. Ale na pewno nie ma sensu stawać do wyścigu o to, które dziecko zna więcej literek albo jest bardziej przebojowe. Wiem, że szczególnie to ostatnie spędza rodzicom sen z powiek. Martwią się, kiedy ich malec poddaje się woli innych dzieci i nie chce walczyć o swoje.

Bo boją się, że nie poradzi sobie w życiu...

Wcześniej powinni się upewnić, czy dziecku to rzeczywiście przeszkadza. Jeśli tak, to muszą się zastanowić, skąd wzięła się jego bierna postawa. Może sami ją wykształcili nieustannie sterując dzieckiem? Jeśli nie pozwalamy kilkulatkowi o niczym decydować, ani buntować się przeciwko nam, to nie możemy oczekiwać, że potem on będzie umiał zadbać o swoje interesy. Może jednak okazać się, że maluch jest bardzo zadowolony z tego, że nie gra roli lidera i choćby nam samym to przeszkadzało, powinniśmy się z tym pogodzić. Najlepsze, co możemy zrobić, to zaakceptować dziecko takim, jakim jest, razem z jego mniejszą przebojowością, niechęcią do gier planszowych czy wspinania się po drabinkach.

Małgorzata Rymaszewska jest psycholożką i psychoterapeutką dziecięcą. Pracuje w warszawskim ośrodku psychologiczno-pedagogicznym "Rodzice i Dzieci".  


 

 

Wielki Post

 

Liturgiczny okres Wielkiego Postu poprzedzony jest beztroskimi tygodniami karnawału, którego swobodny nastrój pozwala zapomnieć o trudach życia, a także o niedoskonałości natury ludzkiej. Przykazanie kościelne i tradycja nakazują, aby ostatnie spośród karnawałowych spotkań towarzyskich i zabaw tanecznych, zwanych w różnych regionach Polski pod koziołkiem lub śledzikiem, a organizowanych w dniach tzw. zapustów albo w ostatki, zakończone zostały we wtorkowy wieczór, tuż przed północą. Dwanaście uderzeń zegara oznacza, że oto nadeszła Środa Popielcowa, a wraz z nią — trwający czterdzieści dni4 — czas wyciszenia i refleksji. Okres ten służyć winien nie tylko wspominaniu wydarzeń opisanych przez ewangelistów. Jest on swego rodzaju zaproszeniem do podjęcia osobistego wysiłku, pokonywania własnych wad, zwrócenia baczniejszej uwagi na potrzeby otaczających nas ludzi, wreszcie — do duchowego wzrostu, który pomoże bardziej świadomie przeżyć Święta Wielkanocne. Przypominają o tym słowa jednego z tekstów mszalnych — prefacji, wykorzystywanej w czasie poprzedzającym święta Zmartwychwstania: „Albowiem pozwalasz Twoim wiernym co roku z oczyszczoną duszą radośnie oczekiwać Świąt Wielkanocnych, aby gorliwie oddając się modlitwie i dziełom miłosierdzia przez uczestnictwo w sakramentach odrodzenia osiągnęli pełnię dziecięctwa Bożego".

Czas duchowych przygotowań do świąt Wielkanocy obejmował pierwotnie tylko czterdzieści godzin; wymiar czterdziestu dni ustalono w roku 325, podczas obrad soboru w Nicei. Liczba czterdziestu dni (lub czterdziestu lat) posiada bogatą wymowę biblijną: czterdzieści dni to czas potopu (Rdz 7,17), pobytu Mojżesza na Synaju (Pwt 9,11) i wędrówki Eliasza przez pustynię (l Kri 19,8), to również ogłoszony przez Jonasza okres nawrócenia i pokuty dla mieszkańców Niniwy (Jon 3,4), a wreszcie czas, jaki Chrystus spędził na pustkowiu, poświęcając go na modlitwę i post oraz walcząc z szatanem (Mk 1,12; Łk 4,1). Czterdzieści lat trwała też tułaczka ludu wybranego przed wejściem do Ziemi Obiecanej (Lb 14,33n).

Czterdziestodniowy Wielki Post, liczony od Środy Popielcowej, zamykany jest obchodami liturgii Wielkiego Tygodnia, które rozpoczynają się w Niedzielę Palmową, czyli ostatnią niedzielę przed świętami Zmartwychwstania. Ostatnie dni Wielkiego Tygodnia, począwszy od wielkoczwartkowego wieczoru, należą już do Tńduum Paschalnego. Obejmuje ono, związane z misterium eucharystycznym, uroczystości Wielkiego Czwartku, wielkopiątkowe wspomnienia męki i śmierci Chrystusa, poprzedzone wielogodzinną adoracją Bożego Grobu radosne przeżycia Wigilii Paschalnej — nocy Wielkiej Soboty aż po triumf Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Wydarzenia Wigilii otwierają okres wielkanocny.

Teksty czytań mszy celebrowanej w Środę Popielcową nawołują wyraźnie do przemiany życia. „Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament", „zarządźcie święty post" — wzywa Bóg słowami księgi proroka Joela (Jl 2,12.15), a święty Paweł nalega: „W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem!" (2 Kor 5,20) Nabożeństwo kończy się ceremonią posypania głów popiołem. Zwyczaj ten, wyrażający głęboki żal i skruchę, znany był już w starożytnym Egipcie, w krajach arabskich oraz w Grecji. Do liturgii Kościoła wprowadzono go w VII wieku; w roku 1091, podczas synodu w Benewencie, papież Urban II uznał ów gest za obowiązkowy element liturgii. Posypując czoła wiernych odrobiną popiołu, uzyskanego ze spalonych ubiegłorocznych gałązek palmowych, kapłan wypowiada zdanie, przypominające o konsekwencji grzechu pierwszych rodziców:

„pamiętaj, człowiecze, że prochem jesteś i w proch się obrócisz". Słowa te nawiązują do biblijnej Księgi Rodzaju, a dokładniej — do fragmentu opisującego wygnanie z raju Adama i Ewy (Rdz 3,19). Przyjęcie popiołu oznacza pokorne uznanie słabości ludzkiej oraz gotowość wewnętrznego odrodzenia. Pomocą dla nawracającego się chrześcijanina mogą być praktyki pokutne: post, modlitwa i jałmużna. Post, we wszystkich stosujących go religiach, ułatwia spotkanie z łaską Boga, uczy dyscypliny wewnętrznej i opanowania pragnień. Zalecane w tym okresie akty miłosierdzia (np. jałmużna) pozwalają urzeczywistnić przykazanie miłości bliźniego — wspomóc potrzebujących. Szczególnie gorliwa modlitwa osobista i wspólnotowa przybiera w okresie wielkopostnym specyficzne formy, związane z męką Jezusa. Kilkaset lat liczy zwyczaj odprawiania nabożeństwa drogi krzyżowej (początkowo: upadków Jezusa), upowszechnianego przez zakony franciszkanów i dominikanów. Nabożeństwo to upamiętnia przejście ulicami Jerozolimy Chrystusa, niosącego krzyż. Wiąże się ono z kultem, jaki oddawano miejscom uświęconym obecnością Syna Bożego, leżącym przy drodze między pretorium, w którym Piłat wydał wyrok, a Golgotą — wzgórzem straceń. Celebracja drogi krzyżowej polega na rozważaniu Męki Pańskiej z jednoczesnym przemierzaniem symbolicznej trasy, wytyczonej czternastoma krzyżami obrazującymi poszczególne epizody, opisane w Ewangeliach lub znane z przekazów pozabiblijnych. Omawiane nabożeństwo pojawiło się w Polsce już wXVI wieku, przybierało rozmaite kształty — należało np. odwiedzić określone kościoły i ołtarze. Kolejność i liczbę stacji jerozolimskich ustalono dopiero w XVIII stuleciu. W tym samym okresie zaczęto również w Polsce wprowadzać czternastoetapową drogę krzyżową, umieszczając stacje w świątyni, na dziedzińcu przykościelnym albo w korytarzach zabudowań klasztornych. Najstarszy z zachowanych polskich tekstów, opatrzony tytułem Sposób nabożeństwa droga krzyżowa nazywanego, wydany został we Wrocławiu w roku 1731. Dzięki systematycznemu upowszechnianiu droga krzyżowa, którą zwyczajowo odprawia się w piątki, zyskała w końcu XIX wieku dużą popularność.

Temat męki i śmierci Chrystusa podejmują również gorzkie żale — nabożeństwo rdzennie polskie, powstałe w początkach XVIII wieku pod wpływem średniowiecznych misteriów pasyjnych, pieśni o Męce Pańskiej i modlitw brewiarzowych. Autorem tekstu gorzkich żalów był ksiądz Wawrzyniec Stanisław Benik ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy świętego Wincentego a Paulo, związany z Bractwem Miłosierdzia świętego Rocha przy kościele pod wezwaniem Świętego Krzyża w Warszawie. Pierwsze wydanie, noszące tytuł Snopek miryOgrodu Gethsemańskiego albo żałosne gorzkiej męki Syna Bożego (...) rozpamiętywanie (...) ukazało się w Warszawie w 1707 roku. Układ gorzkich żalów wyraźnie nawiązuje do struktury jutrzni — jednej z modlitw brewiarza, odmawianych przez osoby duchowne. Nabożeństwo, rozpoczynane pieśnią o charakterze pobudki, wzywającą wiernych do prawdziwie głębokiego przeżywania ofiary krzyżowej Jezusa (Gorzkie żale, przybywajcie), składa się z trzech części, z których każda zawiera trzy pieśni, wprowadzane krótkim podaniem intencji. Gorzkie żale odprawia się zazwyczaj w niedzielę — odśpiewuje się wtedy albo jedną tylko część, albo — rzadziej — całość nabożeństwa5.

Wielki Post jest czasem sposobnym do organizowania rekolekcji i przedstawień misteryjnych. Te ostatnie okazale prezentują się w scenerii tzw. kalwarii, czyli budowli, przypominających swym położeniem i kształtem architekturę Jerozolimy. Sanktuaria takie budowano zazwyczaj na pamiątkę pielgrzymek do Ziemi Świętej. Najstarszy w Polsce ośrodek o tym charakterze to powstała na początku XVII wieku Kalwaria Zebrzydowska, ufundowana przez wojewodę krakowskiego, Mikołaja Zebrzydowskiego. Na uwagę zasługuje także tradycja wygłaszania kazań o tematyce pasyjnej, sięgająca w Polsce XIII wieku.

Podkreślanie przeżyć cierpiącego Chrystusa, uwidaczniające się zwłaszcza w pobożności ludowej, nie powinno przesłonić jeszcze jednego motywu, kształtującego charakter liturgii wielkopostnej — potrzeby odnowienia łask chrztu świętego. Pamiętać bowiem trzeba, że przez wieki właśnie Wielki Post był okresem przysposabiania katechumenów do przyjęcia sakramentu, włączającego do społeczności chrześcijańskiej.

Zgodnie z regułami zreformowanej liturgii6 niedziele Wielkiego Postu zostały opatrzone kolejnymi cyframi rzymskimi od I do VI. Z przedostatnią, V niedzielą wiąże się tradycja przykrywania ciemną tkaniną krzyży, umieszczonych w świątyniach (zasłony te początkowo okrywały krzyże przez cały Wielki Post). Powodem tego zwyczaju była chęć odwrócenia uwagi wiernych od bogactwa wystawianych niegdyś inkrustowanych krzyży bez wizerunku Zbawiciela, a także czasowe przesłonięcie romańskich wyobrażeń krzyża z postacią stojącego Chrystusa — Triumfatora. Nastrój pokuty i modlitewnej ciszy podkreśla również zmiana tekstów i muzyki liturgicznej: w dniach Wielkiego Postu radosne Alleluja, śpiewane przed odczytaniem urywku Ewangelii, zastąpione jest skromniejszą formułą. Ostatnia, VI niedziela Wielkiego Postu, czyli Niedziela Palmowa, wprowadza nas w najważniejszy fragment omawianego okresu liturgicznego: rozpoczyna się Wielki Tydzień

Przypisy:

4. Okres przygotowań do Wielkanocy obejmuje 40 dni zwykłych (postnych) oraz 6 niedziel, w czasie których nie poszczono; od Środy Popielcowej do Wielkanocy upływa zatem 46 dni kalendarzowych.

5. Obszerniejsze wiadomości na temat historii nabożeństwa gorzkich żalów odnaleźć można w artykule Michała Chorzępy, Gorzkie żak, ich geneza i rozwój historyczny, „Nasza Przeszłość", t. 12, Kraków 1960, s. 221-258. Przyjął się również zwyczaj odśpiewywania gorzkich żalów przy Grobie Pańskim, po zakończeniu liturgii wielkopiątkowej.

6. Ustalenia, dotyczące odnowy zasad liturgicznych, przyjęto podczas obrad U Soboru Watykańskiego, który odbywał się w latach 1962-1965.

Fragment książki „Wielkanoc w polskiej kulturze” Wydawnictwo „W drodze” Poznań 1997

Czytaj więcej: Biblioteczka